..Właśnie dojechaliśmy pod szkołę i zauważyliśmy grupkę dziewczyn pod szkołą skaczącą i krzyczącą.
Wysiadłam z samochodu i zaczęłam przebijać się przez tłum dziewcząt aż w końcu znalazłam się na środku przed samiutkim One Direction.
- O jejuniu. - wymamrotałam patrząc się na chłopców.
- Harriet! - Krzyknęła Kathy z tłumu. Ale ja dalej stałam jak zaczarowana przed Bogami.
- Ja.. ja.. ja. ja przepraszam. - powiedziałam się cofając. Po chwili Kathy wpadła na mnie przez co padłam na Harry'ego.
- Ja.. ja przepraszam. - Powiedziałam wstając z zielonookiego. Wytrzepałam się i odwróciłam w stronę Kathy. Pociągnęłam ją za rękaw żebyśmy wydostały się z tłumu.
- No poczekaj! No ale ja chciałam autograf! - Krzyczała.
- Nie ma mowy spóźnimy się na lekcje. Po za tym upokorzyłaś mnie przed chłopcami i resztą. - Udawałam obrażoną.
- No weź mała no nie obrażaj się na mnie. - powiedziała i mnie przytuliła.
- Przecież wiesz że ja nie umiem się na ciebie obrażać. - powiedziałam i się uśmiechnęłam. Nagle zauważyłam Aarona która szedł w naszą stronę.
- Hej Kathy. - Przywitał się grzecznie. - Co to miało być tam na dworze Harriet? O co chodziło?
- Umm no wiesz ci One Direction się tam pojawili nie wiem jak no i tam za dużo by opowiadać. - Powiedziałam.
- No dobra nie ważne. - Powiedział i po chwili ujrzał swojego kolegę Jamesa i od razu poleciał do niego. WTF?! pomyślałam. - Hej! - Powiedział i przytulił Jamesa. Boże on robił to z taką czułością. Przecież on mnie nawet tak nie przytulał!
- Harry ja nie chcę cię martwić ale Aaron wygląda jakby lubił Jamesa bardziej od ciebie. - Odezwała się przyjaciółka. Do moich oczu napłynęły łzy. Kathy to zauważyła. Aaron całkowicie mnie później zignorował i poszedł sobie z nim na lekcje.
-Ja całkowicie nie wiem co o tym myśleć. Mam z nimi pierwszą lekcje. - Powiedziałam.
- Jejku, musisz z nim pogadać Harry. - Powiedziała przyjaciółka i mnie przytuliła. - Chodź pójdę z tobą pod klasę bo mam lekcje obok ciebie. - Wzięła mnie pod rękę i jak dotarłyśmy pod klasę spojrzała na Aarona i Jamesa. Widać było świetnie się bawili. Śmiali się i w ogóle. Nie chciało mi się na to patrzeć spojrzałam na Kathy ze łzami w oczach i wtuliłam się w nią.
- Nie płacz mała. - Powiedziała patrząc wrogo na Aarona.
Nagle zabrzmiał dzwonek. Kathy jeszcze raz mnie uścisnęła i poszła do swojej klasy. Wszyscy wchodzili do klasy. Ja niestety musiałam siedzieć pośrodku obok Jamesa i Aarona. To będzie bardzo ciekawa lekcja.. Nauczyciel od biologii kazał nam wejść do klasy i usiąść na swoje miejsca. Siedzieliśmy na samym tyle klasy. W trójkę. Świetnie. Trójkącik. Bleee. Usiadłam spokojnie na swoim miejscu i zdjęłam plecak po czym położyłam na podłogę. Po chwili chłopcy usiedli po moich bokach. W trakcie gdy lekcja się zaczęła włożyłam gumę do buzi i robiłam balony. Nagle poczułam czyjeś ręce na moich udach. To Aaron i James dotykali mnie. Już miałam krzyknąć ale się opanowałam. Po prostu zamierzałam to zignorować na razie. Po chwili poczułam ręce wchodzące pod mój sweter!
- Kurwa łapy precz albo oskarżę was o gwałt! - Powiedziałam na tyle głośno żeby nauczyciel nie usłyszał. Ale oni nie przestawali. Szli wyżej i wyżej tak że dosięgnęli już do zapięcia stanika! Zahaczyłam o ich stołki tak że się wywrócili do tyłu . I teraz skręcali się z bólu. Niestety zdążyli mi już odpiąć stanik także musiałam przytrzymać go z przodu. - Idioci. - syknęłam. Nauczyciel spojrzał w naszą stronę. Ja tylko patrzałam się niewinnie.
- Ile razy miałem was mówić nie bujać się na krzesłach?! - Krzyknął pan Thomas.
-Ale proszę pana ...
- Jak ty mu powiesz, to ja mu też. - Szepnęłam przerywając mu w połowie zdania.
- Tak?
- Już nic - Powiedział James. Obydwoje wstali i zajęli swoje stare miejsca.
Nauczyciel kontynuował swoją paplaninę.
Co za zboczeńce jedne.. Co w nich w ogóle wstąpiło dzisiaj.
Od Autorki: No dobra wiem że takie do dupy i wgl. Ale no nie miałam dzisiaj pomysłów. Ale coś wyskrobałam. Miłego czytania mam nadzieję że WAM się podoba. KOMENTOWAĆ :D <3 Dziękuję x
piątek, 28 grudnia 2012
środa, 26 grudnia 2012
Kłamstwa, wszędzie kłamstwa!
... przed oczami zrobiło mi się czarno..
Nagle otworzyłam oczy. Znalazłam się w swoim pokoju. Co to w ogóle za gówno mi się śniło. Po pierwsze nie jestem Directionerką. Nie znam Nialla, chodzi mi że jako kolegę z podstawówki. Tak jestem z Irlandii. Nie jestem chora na cukrzycę ani nic. Tak mam brata ale nie nazywa się Matt. I żadna osoba która się tam śniła nie jest ze mną spokrewniona. Świat zaczyna schodzić na psy. Zerknęłam na zegarek na szafce. 05.23. Co za chora godzina co się dzisiaj dzieje do cholery?! Wstałam bo już nie zdołałabym zasnąć dzisiaj. Zeszłam na dół do kuchni żeby nalać sobie soku pomarańczowego. I wróciłam na górę do swojego pokoju. Upiłam troszkę soku postawiłam szklankę na biurku zapaliłam lampkę nocną. I włączyłam laptopa. W trakcie gdy laptop się uruchamiał ja poszłam do łazienki. Wyszorowałam swoje ząbki. Wymyłam buzię. Nałożyłam lekki make-up pomalowałam rzęsy. Gdy wyszłam z łazienki zawiodłam się.
- Zawiodłam się na tobie Jerry. Jak tak mogłeś. Pobiłeś swój rekord okej? Ja byłam w łazience a ty jeszcze się nie włączyłeś. Wstydź się staruszku. - Boże co ja wyprawiam? Czy ja właśnie przemówiłam do swojego laptopa? Pokręciłam tylko głową i podeszłam do swojej szafy z ciuchami. Wyciągnęłam jasne rurki, rozciągnięty już sweter, moje oczojebne ukochane skarpetki. I się przebrałam. Rzuciłam pidżamę na łóżko i je pościeliłam. Zasiadłam przy swoim laptopie i otworzyłam swoje trzy ulubione strony; Facebook, Twitter i YouTube.com. Na fejsie nic. Wyłączyłam. Oh włączyłam sobie piosenkę Taylor Swift - I knew you were trouble i zaczęłam do niej podśpiewywać. Włączyłam Twittera. I tam też nic.
- To co już nikt mnie nie kocha?! - Wykrzyczałam na cały dom. Po około 5 minutach do mojego pokoju wleciał George ( mój brat).
- Harriet ludzie tu śpią wiesz czemu się drzesz? - Spytał ledwo co kontaktując i przecierając oczka.
- No bo nikt mnie nie kocha. - Zrobiłam smutną minkę. Po chwili zauważyłam Georga spadającego na ziemie. No pięknie widać rzeczywiście był śpiący. Wyciągnęłam go z pokoju chciałam go przebudzić ale no nie dało się. No trudno pomyślałam, będziesz musiał spać na korytarzu. Zamknęłam drzwi, powróciłam na swoje dawne miejsce. Powyłączałam wszystko, zamknęłam laptopa. Zerknęłam na zegarek 06.30. Jeszcze pół godziny i idę do szkoły. Nagle poczułam wibracje w telefonie. To Aaron, mój chłopak. Odebrałam:
Ja-J, Aaron-A;
/A: Cześć kochanie.
J: Hej kocie.
A: Już nie śpisz ?
J: Nie, no co ty jeszcze śpię.
A: No tak głupie pytanie - zaśmiał się.
J: No troszkę. Zresztą w ogóle jakoś coś dziwnego się dzieje.
A: Aha. A jak się czujesz wszystko okej ?
J: Tak, tak wszystko w najlepszym porządku. A u ciebie wszystko okej kocie ?
A: Tak, jadę po ciebie. Będę za 15 minut. Szykuj się. - mogłam powiedzieć że uśmiechnął się łobuzersko.
J: Dobra, dobra do zobaczenia za chwilkę. Papa Misiaku.
A: Pa kocie.
J: Ej to moje słówko!
A: Też cię kocham. / Połączenie zakończone.
Zgasiłam lampkę nocną. Śmignęłam na dół. Wzięłam kanapki które już wcześniej mama mi przygotowała idąc do pracy. Dzięki, Kocham cię mamuś pomyślałam. Wsadziłam kanapki do swojego ulubionego plecaka. Włożyłam wełnianą czapeczkę na głowę owinęłam się szalikiem i wyszłam z domu. Czekałam z 2 minuty i Aaron już był na miejscu. Wsiadłam do samochodu na miejscu pasażera, po chwili wbił się w moje wargi. Oddałam jego pocałunek.
- Jakie miłe powitanie kocie . - Oblizałam usta.
- Ciebie zawsze bym tak witał. - Powiedział.
- Tak, tak.- Wytknęłam język w jego stronę.
Aaron ruszył w stronę szkoły. Jesteśmy w tej samej szkole i w tym samym roku. Popatrzałam się w lusterko.
- O nie!
- Co jest?
- Zobacz jak ja wyglądam. Jak jakiś Zombie. Błagam cię.
- Nie prawda wyglądasz prześlicznie. - Powiedział.
- Zmień płytę, zawszę tak mówisz.
- Bo tak jest zawsze. I będę to mówić zawsze aż w końcu zrozumiesz że to prawda. Jesteś śliczna, śliczna, śliczna, śliczna.. - Przerwałam mu.
- Dobra już stop!
- hahaha!
- Kocham cię głuptasie. - Powiedziałam.
- Ja ciebie też. - Uśmiechnął się do mnie.
- Patrz na jezdnie, bo zaraz spowodujesz wypadek dałnie! - Powiedziałam i się zaśmiałam. Włączyłam radio bo jakoś tak cicho było. A w radiu końcówka. She will be loved - Maroon 5. Kocham tą piosenkę więc dołączyłam i śpiewałam razem z piosenkarzem.
- She wiiiiiiiiiiiiiiiill be loveed. And she wiiiiiiiiiiiiiiiill be looooved.
- Bardzo ładnie śpiewasz powinnaś pójść do X-Factora tak jak twój brat Shelley.
- O kur... cze. Przecież on jeszcze śpi! - Wyjęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer Georga.
Ja-J, George -G
/ J- GEORGE RUSZAJ TEN TŁUSTY TYŁEK I UBIERAJ SIĘ DO SZKOŁY!!!
G- Ohh to już ta godzina?
J- NIE NO KURR..CZE ŚWIETNIE JAK SIĘ SPÓŹNISZ TO NIE MOJA WINA. DOWIDZENIA!!!/ Rozmowa rakończona
Na radiu nagle zaczęli coś gadać co mnie zainteresowało.
- 23 lutego One Direction robią koncert charytatywny w Londynie w Restauracji 'Cup and Tea' (wymyślona nazwa jakby co) Bilety tylko po 5 funtów! Można je zamówić na stronie cupandtea.com Dziękujemy za słuchanie a teraz ' Little Things' ! - Powiedział facet w radiu.
Zaczęłam śpiewać też do tej piosenki. Bardzo ją lubiłam.
- Lubisz ich? - Spytał mnie Aaron.
- Wiesz nic tam do nich nie mam są okej. Respektuję gości. Kathy ich lubi i mnie tak troszkę nimi zaraziła wiesz jak to z nią jest.
- Tak, tak wiem trochę denerwująca jest czasami.
-Ej! To moja najlepsza przyjaciółka! - Walnęłam go w ramie.
- No co mówię prawdę.
Właśnie dojechaliśmy pod szkołę i zauważyliśmy grupkę dziewczyn pod szkołą skaczącą i krzyczącą.
Od Autorki: Jestem z siebie bardzo dumna że tyle napisałam szczerze. I wiem trochę namieszałam. Zmieniłam całkowicie bieg historii. Bo tamta według mnie nie miała już przyszłości. Także miłego czytania i KOMENTOWAĆ BARDZO PROSZĘ :D Dziękować :3 <3 x
Nagle otworzyłam oczy. Znalazłam się w swoim pokoju. Co to w ogóle za gówno mi się śniło. Po pierwsze nie jestem Directionerką. Nie znam Nialla, chodzi mi że jako kolegę z podstawówki. Tak jestem z Irlandii. Nie jestem chora na cukrzycę ani nic. Tak mam brata ale nie nazywa się Matt. I żadna osoba która się tam śniła nie jest ze mną spokrewniona. Świat zaczyna schodzić na psy. Zerknęłam na zegarek na szafce. 05.23. Co za chora godzina co się dzisiaj dzieje do cholery?! Wstałam bo już nie zdołałabym zasnąć dzisiaj. Zeszłam na dół do kuchni żeby nalać sobie soku pomarańczowego. I wróciłam na górę do swojego pokoju. Upiłam troszkę soku postawiłam szklankę na biurku zapaliłam lampkę nocną. I włączyłam laptopa. W trakcie gdy laptop się uruchamiał ja poszłam do łazienki. Wyszorowałam swoje ząbki. Wymyłam buzię. Nałożyłam lekki make-up pomalowałam rzęsy. Gdy wyszłam z łazienki zawiodłam się.
- Zawiodłam się na tobie Jerry. Jak tak mogłeś. Pobiłeś swój rekord okej? Ja byłam w łazience a ty jeszcze się nie włączyłeś. Wstydź się staruszku. - Boże co ja wyprawiam? Czy ja właśnie przemówiłam do swojego laptopa? Pokręciłam tylko głową i podeszłam do swojej szafy z ciuchami. Wyciągnęłam jasne rurki, rozciągnięty już sweter, moje oczojebne ukochane skarpetki. I się przebrałam. Rzuciłam pidżamę na łóżko i je pościeliłam. Zasiadłam przy swoim laptopie i otworzyłam swoje trzy ulubione strony; Facebook, Twitter i YouTube.com. Na fejsie nic. Wyłączyłam. Oh włączyłam sobie piosenkę Taylor Swift - I knew you were trouble i zaczęłam do niej podśpiewywać. Włączyłam Twittera. I tam też nic.
- To co już nikt mnie nie kocha?! - Wykrzyczałam na cały dom. Po około 5 minutach do mojego pokoju wleciał George ( mój brat).
- Harriet ludzie tu śpią wiesz czemu się drzesz? - Spytał ledwo co kontaktując i przecierając oczka.
- No bo nikt mnie nie kocha. - Zrobiłam smutną minkę. Po chwili zauważyłam Georga spadającego na ziemie. No pięknie widać rzeczywiście był śpiący. Wyciągnęłam go z pokoju chciałam go przebudzić ale no nie dało się. No trudno pomyślałam, będziesz musiał spać na korytarzu. Zamknęłam drzwi, powróciłam na swoje dawne miejsce. Powyłączałam wszystko, zamknęłam laptopa. Zerknęłam na zegarek 06.30. Jeszcze pół godziny i idę do szkoły. Nagle poczułam wibracje w telefonie. To Aaron, mój chłopak. Odebrałam:
Ja-J, Aaron-A;
/A: Cześć kochanie.
J: Hej kocie.
A: Już nie śpisz ?
J: Nie, no co ty jeszcze śpię.
A: No tak głupie pytanie - zaśmiał się.
J: No troszkę. Zresztą w ogóle jakoś coś dziwnego się dzieje.
A: Aha. A jak się czujesz wszystko okej ?
J: Tak, tak wszystko w najlepszym porządku. A u ciebie wszystko okej kocie ?
A: Tak, jadę po ciebie. Będę za 15 minut. Szykuj się. - mogłam powiedzieć że uśmiechnął się łobuzersko.
J: Dobra, dobra do zobaczenia za chwilkę. Papa Misiaku.
A: Pa kocie.
J: Ej to moje słówko!
A: Też cię kocham. / Połączenie zakończone.
Zgasiłam lampkę nocną. Śmignęłam na dół. Wzięłam kanapki które już wcześniej mama mi przygotowała idąc do pracy. Dzięki, Kocham cię mamuś pomyślałam. Wsadziłam kanapki do swojego ulubionego plecaka. Włożyłam wełnianą czapeczkę na głowę owinęłam się szalikiem i wyszłam z domu. Czekałam z 2 minuty i Aaron już był na miejscu. Wsiadłam do samochodu na miejscu pasażera, po chwili wbił się w moje wargi. Oddałam jego pocałunek.
- Jakie miłe powitanie kocie . - Oblizałam usta.
- Ciebie zawsze bym tak witał. - Powiedział.
- Tak, tak.- Wytknęłam język w jego stronę.
Aaron ruszył w stronę szkoły. Jesteśmy w tej samej szkole i w tym samym roku. Popatrzałam się w lusterko.
- O nie!
- Co jest?
- Zobacz jak ja wyglądam. Jak jakiś Zombie. Błagam cię.
- Nie prawda wyglądasz prześlicznie. - Powiedział.
- Zmień płytę, zawszę tak mówisz.
- Bo tak jest zawsze. I będę to mówić zawsze aż w końcu zrozumiesz że to prawda. Jesteś śliczna, śliczna, śliczna, śliczna.. - Przerwałam mu.
- Dobra już stop!
- hahaha!
- Kocham cię głuptasie. - Powiedziałam.
- Ja ciebie też. - Uśmiechnął się do mnie.
- Patrz na jezdnie, bo zaraz spowodujesz wypadek dałnie! - Powiedziałam i się zaśmiałam. Włączyłam radio bo jakoś tak cicho było. A w radiu końcówka. She will be loved - Maroon 5. Kocham tą piosenkę więc dołączyłam i śpiewałam razem z piosenkarzem.
- She wiiiiiiiiiiiiiiiill be loveed. And she wiiiiiiiiiiiiiiiill be looooved.
- Bardzo ładnie śpiewasz powinnaś pójść do X-Factora tak jak twój brat Shelley.
- O kur... cze. Przecież on jeszcze śpi! - Wyjęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer Georga.
Ja-J, George -G
/ J- GEORGE RUSZAJ TEN TŁUSTY TYŁEK I UBIERAJ SIĘ DO SZKOŁY!!!
G- Ohh to już ta godzina?
J- NIE NO KURR..CZE ŚWIETNIE JAK SIĘ SPÓŹNISZ TO NIE MOJA WINA. DOWIDZENIA!!!/ Rozmowa rakończona
Na radiu nagle zaczęli coś gadać co mnie zainteresowało.
- 23 lutego One Direction robią koncert charytatywny w Londynie w Restauracji 'Cup and Tea' (wymyślona nazwa jakby co) Bilety tylko po 5 funtów! Można je zamówić na stronie cupandtea.com Dziękujemy za słuchanie a teraz ' Little Things' ! - Powiedział facet w radiu.
Zaczęłam śpiewać też do tej piosenki. Bardzo ją lubiłam.
- Lubisz ich? - Spytał mnie Aaron.
- Wiesz nic tam do nich nie mam są okej. Respektuję gości. Kathy ich lubi i mnie tak troszkę nimi zaraziła wiesz jak to z nią jest.
- Tak, tak wiem trochę denerwująca jest czasami.
-Ej! To moja najlepsza przyjaciółka! - Walnęłam go w ramie.
- No co mówię prawdę.
Właśnie dojechaliśmy pod szkołę i zauważyliśmy grupkę dziewczyn pod szkołą skaczącą i krzyczącą.
Od Autorki: Jestem z siebie bardzo dumna że tyle napisałam szczerze. I wiem trochę namieszałam. Zmieniłam całkowicie bieg historii. Bo tamta według mnie nie miała już przyszłości. Także miłego czytania i KOMENTOWAĆ BARDZO PROSZĘ :D Dziękować :3 <3 x
wtorek, 25 grudnia 2012
Spotkanie..
Z tyłu mojego * od Nialla zauważyłam wiadomość..
'Dzisiaj, Pizzeria o 19.00 (;
Niall xox'
-Lily wszystko okej? - Spytał Kevin z troską w głosie. - Zbladłaś jak nie wiem.
- T..tak chyba tak. Ymm słuchajcie nie mogę dzisiaj iść na pizze. Przepraszam, zapomniałam że coś robię o tej godzinie.
-Spoko to co widzimy się jutro nie Lily? - Powiedziała Emily.
-Nom w szkole - Uśmiechnęłam się w ich stronę. - Misia ? - Wyszczerzyłam się i rozłożyłam ramiona. Wszyscy do mnie podeszli i uściskaliśmy się wszyscy na pożegnanie. I poleciałam do domu.
- Pierdziele! - Nikogo nie było w domu a ja nie miałam kluczy. Drabinki pomyślałam, podbiegłam do swoich drabinek, wspięła się na górę ale okno było zamknięte. Zeszłam na dół. Nawet się nie będę mogła przygotować na spotkanie z Niallem. Zabiję Matta.. tylko jak wróci do domu. On pewnie mnie też za przefarbowanie mu skarpetek na różowo. Hihihi. No trudno. Spojrzałam na telefon. 18.48. Nie! Mam tylko 12 minut żeby dotrzeć do pizzeri. Zaczęłam biec. Kiedy już dotarłam na miejsce spojrzałam na telefon jeszcze raz. 19.02. No i świetnie nigdzie go nie ma a to mogła być moja jedyna szansa na porozmawianie z nim tak jak kiedyś w podstawówce. Przez okno zauważyłam Kevina, Jess i Emily siedzących przy stole, śmiejących się. Nagle chciałam do nic dołączyć lecz ktoś złapał mnie za rękę. Odwróciłam się i zauważyłam Nialla sapiącego. Oparł się o ścianę.
- Musimy się stąd wynosić Liz. One mi nie dadzą spokoju. - Wskazał na grupę dziewczyn za nami. Pociągnęłam go za sobą i zaczęłam biec w stronę morza. Spojrzałam w tył nie było ich nigdzie widać. Skręciłam w lewo w ciemny zaułek bez drogi i schowałam nas za wielkimi śmieciami.
- Dalej biegasz tak szybko jak w podstawówce Liz. - Szepnął Nialler. Spojrzałam na niego ciężko oddychając.
- Może tak, ale dawno tak nie biegałam. I nie za bardzo mogę. - Przysiadłam i oparłam się o ścianę.
- Dlaczego? - spytał zaciekawiony Niall.
- Nie ważne, po co chciałeś się spotkać ? - spytałam.
-No przecież nie widziałem cię latami. Stęskniłem się za Liz. A tak w ogóle to strasznie się zmieniłaś. - Nawet nie wiesz jak bardzo.
- Ty też, tylko że ty to wiesz.
- No wiem. - Spojrzał w dół.
Chciałam wstać ale zakręciło mi się w głowie. O kurcze przecież ja miałam wziąć lekarstwa. Musiałam się oprzeć o ścianę.
- Hej co jest ? - Niall wstał.
- Masz coś słodkiego ? - spytałam.
- Nie. A dlaczego? - Nagle przed oczami zrobiło mi się czarno..
Od autorki : Wesołych Świąt kochani. :) Jak tam święta w ogóle ? U mnie nawet okej. Mam ubaw po pachy z moją rodziną. Chciałabym żeby ktokolwiek kto czyta komentował. Dla mnie to jest bardzo ważne. Dziękuję bardzo :3 <3
'Dzisiaj, Pizzeria o 19.00 (;
Niall xox'
-Lily wszystko okej? - Spytał Kevin z troską w głosie. - Zbladłaś jak nie wiem.
- T..tak chyba tak. Ymm słuchajcie nie mogę dzisiaj iść na pizze. Przepraszam, zapomniałam że coś robię o tej godzinie.
-Spoko to co widzimy się jutro nie Lily? - Powiedziała Emily.
-Nom w szkole - Uśmiechnęłam się w ich stronę. - Misia ? - Wyszczerzyłam się i rozłożyłam ramiona. Wszyscy do mnie podeszli i uściskaliśmy się wszyscy na pożegnanie. I poleciałam do domu.
- Pierdziele! - Nikogo nie było w domu a ja nie miałam kluczy. Drabinki pomyślałam, podbiegłam do swoich drabinek, wspięła się na górę ale okno było zamknięte. Zeszłam na dół. Nawet się nie będę mogła przygotować na spotkanie z Niallem. Zabiję Matta.. tylko jak wróci do domu. On pewnie mnie też za przefarbowanie mu skarpetek na różowo. Hihihi. No trudno. Spojrzałam na telefon. 18.48. Nie! Mam tylko 12 minut żeby dotrzeć do pizzeri. Zaczęłam biec. Kiedy już dotarłam na miejsce spojrzałam na telefon jeszcze raz. 19.02. No i świetnie nigdzie go nie ma a to mogła być moja jedyna szansa na porozmawianie z nim tak jak kiedyś w podstawówce. Przez okno zauważyłam Kevina, Jess i Emily siedzących przy stole, śmiejących się. Nagle chciałam do nic dołączyć lecz ktoś złapał mnie za rękę. Odwróciłam się i zauważyłam Nialla sapiącego. Oparł się o ścianę.
- Musimy się stąd wynosić Liz. One mi nie dadzą spokoju. - Wskazał na grupę dziewczyn za nami. Pociągnęłam go za sobą i zaczęłam biec w stronę morza. Spojrzałam w tył nie było ich nigdzie widać. Skręciłam w lewo w ciemny zaułek bez drogi i schowałam nas za wielkimi śmieciami.
- Dalej biegasz tak szybko jak w podstawówce Liz. - Szepnął Nialler. Spojrzałam na niego ciężko oddychając.
- Może tak, ale dawno tak nie biegałam. I nie za bardzo mogę. - Przysiadłam i oparłam się o ścianę.
- Dlaczego? - spytał zaciekawiony Niall.
- Nie ważne, po co chciałeś się spotkać ? - spytałam.
-No przecież nie widziałem cię latami. Stęskniłem się za Liz. A tak w ogóle to strasznie się zmieniłaś. - Nawet nie wiesz jak bardzo.
- Ty też, tylko że ty to wiesz.
- No wiem. - Spojrzał w dół.
Chciałam wstać ale zakręciło mi się w głowie. O kurcze przecież ja miałam wziąć lekarstwa. Musiałam się oprzeć o ścianę.
- Hej co jest ? - Niall wstał.
- Masz coś słodkiego ? - spytałam.
- Nie. A dlaczego? - Nagle przed oczami zrobiło mi się czarno..
Od autorki : Wesołych Świąt kochani. :) Jak tam święta w ogóle ? U mnie nawet okej. Mam ubaw po pachy z moją rodziną. Chciałabym żeby ktokolwiek kto czyta komentował. Dla mnie to jest bardzo ważne. Dziękuję bardzo :3 <3
niedziela, 23 grudnia 2012
Stary przyjaciel..
- Lily! - Krzyknął mój brat Matt.
Opss pomyślałam, teraz to mam przesrane. Wcisnęłam vansy na stopy i założyłam kurtkę. Wyszłam przez okno, zeszłam po drabinkach przeskoczyłam przez płot aby potem biec i spotkać Jess, Emily i Kevina za rogiem. Nagle wpadłam na całą trójkę przez co zaliczyliśmy glebe. Po chwili słyszałam ich jęczenie i stękanie (bez skojarzeń zboczuchy ;p). Wstałam, otrzepałam się i powiedziałam.
- Wstawajcie mięczaki, stękacie jak stare dziadki. Przecież my idziemy zobaczyć... ONE DIRECTION !!!!
- Elizabeth uspokój downa okej ? - Odezwał się najmądrzejszy Kevin.
- Zamknij się głąbie. I nie nazywaj mnie Elizabeth!
- Kevin słuchaj nie psuj jej dzisiaj humoru, one idzie zobaczyć swoją miłość z podstawówki. - Powiedziała Jess wstając.
- Wiecie co chyba pójdę tam sobie sama. - Odezwałam się i zaczęłam iść w stronę szpitala. Po chwili zauważyłam ich doganiających mnie.
- No dobra już sorry Lily. - Powiedział Kevin kiedy dobiegł już do mnie.
- Ja też ciebie przepraszam Lily. - Powiedziała Jess.
- A ja nie mam za co. - Powiedziała Emily z uśmiechem i mnie przytuliła.
- Dobra już spoko, idziemy z klasą. - Parsknęłam śmiechem - Żartuję tylko po prostu tam dojdźmy stańmy na przodzie, posłuchajmy tego koncertu charytatywnego, weźmy autografy i zmykamy na pizze. - Wyszczerzyłam się gdy nagle stanęliśmy pod szpitalem. - Ipppp!
- Jejku, jejku - Powiedziała Emily. A Kevin i Jess stali tylko i się gapili wielkimi gałami w budynek. Ja za to wbiegłam do środka jak szaleniec który dopiero co wybiegł z psychiatryka. Wbiegłam na trzecie piętro i weszłam w kolejkę tam gdzie sprawdzano bilety i zaraz po mnie reszta moich przyjaciół. Po pół godziny stałam na samiutkim przodzie ledwo co nie mdlejąc, czekając na 1D. Nogi miałam z waty, cała się pociłam jak osioł.. A reszta to wole nawet nie opisywać. Wpatrywałam się w zegar na ścianie odliczając ostatnią minutę mojego życia. 3...2...1.... I bum! Bogowie pojawili się na sali. Ja zaczęłam piszczeć i krzyczeć i wszystko co możliwe żeby pokazać jak bardzo szczęśliwa jestem z tego że tu jestem. Całe 1D nagle na mnie spojrzało. Dopiero po sekundzie zrozumiałam dlaczego. Byłam jedyną krzyczącą na sali.. Dobra lepiej się uciszę pomyślałam, ale za późno bo całe 1D razem z salą zaczęli się śmiać.. Nagle Niall.. Boże Niall spojrzał na mnie dalej anielsko się śmiejąc. Odwróciłam wzrok i się zarumieniłam. No to tam oni coś gadali. Że cieszą się że tu są, pozdrawiają fanów i takie tam. I zaczęli śpiewać piosenki . W trakcie solo Hazzy w WMYB paczał się na mnie. O MAJ GAD! Pewnie się śliniłam czy coś.. Ale nie ważne. Przez dwie godziny śpiewali i śpiewali. I potem czas na autografy i spotkanie z gwiazdami. Po ostatniej piosenki wyleciałam z sali jak tornado i stanęłam jako druga do kolejki po autografy. Po dwóch minutach już siedzieli tam. Cała piątka bogów na zwykłych krzesłach. Ta dziewczyna prze de mną to chyba śmieszna była. To w ogóle fanka jest, wole nawet nie wymawiać słowa Directioner. Zero entuzjazmu imiona ich też myliła.. Boże zero szacunku już w tych latach ludzie nie mają.. Jak ta dziewczyna odebrała swoje autografy ja od razu podbiegłam do tych stołów gdzie siedzieli z wielkim smajlem na mojej twarzy.
- To dla kogo ma być? - Spytał mnie najzwyczajniej Zayn.
- El.. El.. Elizabeth Morgan. - Wydukałam trzęsąc się jak galareta. Ten tylko lekko się zaśmiał.
- A nie przypadkiem krzykaczka? Nie no żarcik. - Podpisał wzięłam swoje zdjęcie z Zaynem i podpisem i podeszłam do Hazzy, Louisa, potem Liama i na samym końcu Nialla. Ciekawe czy jeszcze mnie pamięta z podstawówki.
- Hej - Odezwałam się do Nialla.
- Hej Liz. - Powiedział Niall śmiejąc się. Podpisał kartkę i ochrona kazała mi już iść. Więc poszłam ze smutkiem. Musiałam teraz jeszcze czekać na te pokraki bo stoją na końcu kolejki. W trakcie godziny którą czekałam na nich patrzałam się na Nialla i wiem że zerkał na mnie co minute. No przysięgam. Potem jak już Kevin odebrał swoje autografy spojrzałam ostatni raz na Nialla i mrugnął w moją stronę. Potem już pokazywaliśmy sobie autografy z przyjaciółmi. Z tyłu moje od Nialla zauważyłam wiadomość..
Od autorki; Więc tak wiem, przepraszam że taki krótki i w ogóle bez sensu. Ale no musiałam jakoś zacząć za to mam jakiś pomysł na następny. Dziękuję że byłaś ze mną w trakcie pisania, pomogłaś mi, poprawiłaś mnie i tak dalej ale już więcej dzisiaj nie wyskrobie. Dedykuję ten rozdział dla Vivi. Kocham cię <3 x
Opss pomyślałam, teraz to mam przesrane. Wcisnęłam vansy na stopy i założyłam kurtkę. Wyszłam przez okno, zeszłam po drabinkach przeskoczyłam przez płot aby potem biec i spotkać Jess, Emily i Kevina za rogiem. Nagle wpadłam na całą trójkę przez co zaliczyliśmy glebe. Po chwili słyszałam ich jęczenie i stękanie (bez skojarzeń zboczuchy ;p). Wstałam, otrzepałam się i powiedziałam.
- Wstawajcie mięczaki, stękacie jak stare dziadki. Przecież my idziemy zobaczyć... ONE DIRECTION !!!!
- Elizabeth uspokój downa okej ? - Odezwał się najmądrzejszy Kevin.
- Zamknij się głąbie. I nie nazywaj mnie Elizabeth!
- Kevin słuchaj nie psuj jej dzisiaj humoru, one idzie zobaczyć swoją miłość z podstawówki. - Powiedziała Jess wstając.
- Wiecie co chyba pójdę tam sobie sama. - Odezwałam się i zaczęłam iść w stronę szpitala. Po chwili zauważyłam ich doganiających mnie.
- No dobra już sorry Lily. - Powiedział Kevin kiedy dobiegł już do mnie.
- Ja też ciebie przepraszam Lily. - Powiedziała Jess.
- A ja nie mam za co. - Powiedziała Emily z uśmiechem i mnie przytuliła.
- Dobra już spoko, idziemy z klasą. - Parsknęłam śmiechem - Żartuję tylko po prostu tam dojdźmy stańmy na przodzie, posłuchajmy tego koncertu charytatywnego, weźmy autografy i zmykamy na pizze. - Wyszczerzyłam się gdy nagle stanęliśmy pod szpitalem. - Ipppp!
- Jejku, jejku - Powiedziała Emily. A Kevin i Jess stali tylko i się gapili wielkimi gałami w budynek. Ja za to wbiegłam do środka jak szaleniec który dopiero co wybiegł z psychiatryka. Wbiegłam na trzecie piętro i weszłam w kolejkę tam gdzie sprawdzano bilety i zaraz po mnie reszta moich przyjaciół. Po pół godziny stałam na samiutkim przodzie ledwo co nie mdlejąc, czekając na 1D. Nogi miałam z waty, cała się pociłam jak osioł.. A reszta to wole nawet nie opisywać. Wpatrywałam się w zegar na ścianie odliczając ostatnią minutę mojego życia. 3...2...1.... I bum! Bogowie pojawili się na sali. Ja zaczęłam piszczeć i krzyczeć i wszystko co możliwe żeby pokazać jak bardzo szczęśliwa jestem z tego że tu jestem. Całe 1D nagle na mnie spojrzało. Dopiero po sekundzie zrozumiałam dlaczego. Byłam jedyną krzyczącą na sali.. Dobra lepiej się uciszę pomyślałam, ale za późno bo całe 1D razem z salą zaczęli się śmiać.. Nagle Niall.. Boże Niall spojrzał na mnie dalej anielsko się śmiejąc. Odwróciłam wzrok i się zarumieniłam. No to tam oni coś gadali. Że cieszą się że tu są, pozdrawiają fanów i takie tam. I zaczęli śpiewać piosenki . W trakcie solo Hazzy w WMYB paczał się na mnie. O MAJ GAD! Pewnie się śliniłam czy coś.. Ale nie ważne. Przez dwie godziny śpiewali i śpiewali. I potem czas na autografy i spotkanie z gwiazdami. Po ostatniej piosenki wyleciałam z sali jak tornado i stanęłam jako druga do kolejki po autografy. Po dwóch minutach już siedzieli tam. Cała piątka bogów na zwykłych krzesłach. Ta dziewczyna prze de mną to chyba śmieszna była. To w ogóle fanka jest, wole nawet nie wymawiać słowa Directioner. Zero entuzjazmu imiona ich też myliła.. Boże zero szacunku już w tych latach ludzie nie mają.. Jak ta dziewczyna odebrała swoje autografy ja od razu podbiegłam do tych stołów gdzie siedzieli z wielkim smajlem na mojej twarzy.
- To dla kogo ma być? - Spytał mnie najzwyczajniej Zayn.
- El.. El.. Elizabeth Morgan. - Wydukałam trzęsąc się jak galareta. Ten tylko lekko się zaśmiał.
- A nie przypadkiem krzykaczka? Nie no żarcik. - Podpisał wzięłam swoje zdjęcie z Zaynem i podpisem i podeszłam do Hazzy, Louisa, potem Liama i na samym końcu Nialla. Ciekawe czy jeszcze mnie pamięta z podstawówki.
- Hej - Odezwałam się do Nialla.
- Hej Liz. - Powiedział Niall śmiejąc się. Podpisał kartkę i ochrona kazała mi już iść. Więc poszłam ze smutkiem. Musiałam teraz jeszcze czekać na te pokraki bo stoją na końcu kolejki. W trakcie godziny którą czekałam na nich patrzałam się na Nialla i wiem że zerkał na mnie co minute. No przysięgam. Potem jak już Kevin odebrał swoje autografy spojrzałam ostatni raz na Nialla i mrugnął w moją stronę. Potem już pokazywaliśmy sobie autografy z przyjaciółmi. Z tyłu moje od Nialla zauważyłam wiadomość..
Od autorki; Więc tak wiem, przepraszam że taki krótki i w ogóle bez sensu. Ale no musiałam jakoś zacząć za to mam jakiś pomysł na następny. Dziękuję że byłaś ze mną w trakcie pisania, pomogłaś mi, poprawiłaś mnie i tak dalej ale już więcej dzisiaj nie wyskrobie. Dedykuję ten rozdział dla Vivi. Kocham cię <3 x
Subskrybuj:
Posty (Atom)